wtorek, 6 stycznia 2015

[274] story-of-bellatrix

Adres: story-of-bellatrix
Oceniająca: Alissa
Autor: Bellatrix

Z góry przepraszam za błędy, jakie zapewne pojawią się w ocenie. Nie mam dzisiaj niestety czasu, aby ją dokładnie i na spokojnie jeszcze raz przeczytać.

Pierwsze wrażenie (5/10)

Adres bloga prezentuje się tak: story-of-bellatrix (po polsku: Historia Bellatrix). Jak widać, znów będę miała spotkanie z fanfikiem Harry'ego Pottera, tym razem jednak to nie Harry będzie głównym bohaterem, a niejaka Bellatrix Lestrange – śmierciożerczyni, jedna z najbardziej oddanych i posłusznych swojemu panu kobiet. Nie podoba mi się taki adres, za dużo zdradza, poza tym jest nieciekawy i banalny – dużo bloggerów uwielbia stawiać na prostotę i zamiast wysilić się, pomyśleć kilka minut nad tytułem bloga, którzy przyciągałby oko i urzekał swoją nazwą, wolą wstawić sobie słówko story/przygody/historia/miłość + imię głównego bohatera. Nuda. Myślę, że miałaś w tej kwestii duże pole do popisu, gdyż dana saga jest z kategorii fantastycznej, a więc dobrze by było, aby po przeczytaniu adresu bloga tę fantastykę, w pewnym stopniu oczywiście, można było odczuć.
Ona poświęciłaby swoje życie dla niego, on poświęciłby jej życie za swoje... – takie zdanie widnieje na belce. Na pewno jest ono mylące, gdyż jeśli ktoś szybko je przeczyta i dokładnie nie przeanalizuje, to wtedy wychodzi bardzo znany schemat: ona odda swoje życie za niego, on odda swoje za nią. A w Twoim przypadku tak nie jest. Czuć lekko ironię, ale to dobrze; w tym przypadku naprawdę ona się sprawdza. Cytat idealnie oddaje to, co mogliśmy zobaczyć w filmach o Harrym Potterze (książek nie czytałam, więc wypowiem się tylko o ekranizacjach) – jak oddana jest swojemu Czarnemu Panu Bellatrix, a jak on nią gardzi. Nic w tej kategorii do zarzucenia nie mam, tylko takie jedno pytanie: dane zdanie w cytacie jest Twojego autorstwa, czy też nie? Powinnaś gdzieś o tym napisać, nawet, jeśli to Ty je wymyśliłaś.
Ogólne odczucia – pół na pół, i taka też jest punktacja. Tak jak adresem się zniechęciłam, tak cytat to nadrobił. Uwielbiam motyw śmierciożerców w Harrym Potterze, więc i mam nadzieję, że w Twoim wydaniu ich nie zniszczysz i nie zamienisz ich w bohaterów rodem wziętych z jakiegoś love story.
A więc idźmy dalej!

Wygląd (3,5/6)

Na nagłówku widnieje postać głównej bohaterki – Bellatrix Lestrange (samo w sobie zdjęcie nie przypadło mi do gustu), a także Voldemorta. Przedstawiłaś go w formie bardziej ludzkiej, a konkretnie tak, jak wygląda realnie aktor grający Czarnego Pana w Harrym Potterze, czyli Ralph Fiennes. Nie wiem, co skłoniło Cię do tego, aby jednak nadać mu taki wygląd, bo w oryginalnej wersji większą część filmu przedstawia zły Valdek bez nosa, a momenty, gdy wyglądał jak człowiek, to są same retrospekcje (w których i tak był małym chłopcem). Mam podejrzenie, że po prostu chciałaś odejść od kanonu i ułatwić sobie pisanie zmieniając jego pierwotny wygląd – z treści opowiadania wiem, że czeka mnie historia miłosna pomiędzy Bellatrix a Voldemortem, więc i możemy spodziewać się romantycznych scen, dość bliskich; naturalnie byłoby wtedy, że wygodniej i szybciej przekonamy się do ludzkiego Riddla, niż do tego rodem wziętego z kanonu.
Całość szablonu jest w kolorach brązu, którego osobiście nie preferuję na blogach – chyba że z innymi dobrze kolorystycznie dobranymi dodatkami. Szablon mnie więc i nie urzekł; myślę, że jeśli chodzi o Voldemorta i jego gwardię, zabijanie, tortury, śmierciożerców, kolor brązowy jest za bardzo jasnym i wyblakłym kolorem – prędzej już widzę wygląd bloga w odcieniach ciemnej zieleni, granatu z dodatkami czerni. Brąz po prostu, w tej dziedzinie oczywiście, nie spełnia zbyt dobrze swojej funkcji.
Jednolita, odpowiedniej wielkości czcionka, wyjustowany tekst – naprawdę, pod tym względem, jest dobrze. Widać przejrzystość i nic nie odstrasza przypadkowego czytelnika od czytania. O to chodzi.
Już na pierwszy rzut oka widzę, że jest problem z ramkami – jest ich za dużo. Nie dość, że i znajdują się po bokach strony, to i także na samej górze na środku. Nie wygląda to zbyt dobrze, jednak o podstronach wypowiem się szerzej w przeznaczonej do tego ramce (patrz niżej).
Podsumowując: wygląd Twojego bloga ocenię na OK. Tak, jak już mówiłam o tym wyżej – fanfik mówiący o historii najdiaboliczniejszych postaci z książki J.K.K Rowling powinien odznaczać się tajemniczością, strona startowa powinna wręcz nas lekko przerażać, a ciemne kolory odbijać się w naszym umyśle. Obecny szablon tego, niestety, nie spełnia.

Treść (28/45)

Ocenię tylko wpisy do trzydziestego rozdziału, gdyż ostatnich siedmiu nie czytałam – wybacz, jednak i tak nie zmieniłyby one  punktacji, a u mnie z wyrobieniem się w czasie jest teraz bardzo ciężko.

Rozdziały 1-10
Zacznę może od tego, że naprawdę warto pisać prologi w swoich opowiadaniach. Mogą one być przedstawione w formie wspomnienia, jakiegoś krótkiego fragmentu, który będzie miał miejsce w przyszłości w życiu bohaterów, czy też po prostu zapis jakiś refleksji, które oddawałyby motyw główny opowiadania. U Ciebie tego prologu zabrakło, a szkoda – ja osobiście lubię znajdować takie wpisy na blogach, gdyż wtedy nie dość, że (odpowiednio zapisane oczywiście) wywierają na nas duże piętno ciekawości, to i nie podchodzimy do czytania opowiadania z jednym wielkiego znakiem zapytania. Możemy go stawiać, gdy czytamy pierwszy rozdział, a nie wiemy, o czym w ogóle dany blog jest, a szablon nie zawsze to przedstawia. Prolog ma to właśnie nam ułatwić.
Z początku dość entuzjastycznie podchodziłam do czytania Twojej twórczości – nie dość, że współpracowałaś z betą (co bardzo chwalę!), przez co jakieś rażące błędy nie byłyby wstanie popsuć mi nastroju podczas czytania, bo ich po prostu nie było, to osobiście uwielbiam tematykę Śmierciożerców. Zdarzyło mi się czytać kilka fanfików o takiej fabule, więc liczę, że na Twoim się nie zawiodę. Oprócz braku błędów i dość ciekawej, jak na sam początek, fabuły, moją uwagę przykuły opisy – naprawdę nie było ich ani za dużo, ani za mało! Z uśmiechem na twarzy mogłam więc stwierdzić, że niesamowicie ciekawiłam się, co przedstawisz już w pierwszym rozdziale.
Nie za bardzo zrozumiałam wątek wyglądu Voldemorta – w jednym z fragmentów piszesz: Na samym szczycie siedział mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna, na pierwszy rzut oka przypominający zwykłego, aczkolwiek cholernie przystojnego faceta. Po przeczytaniu tego rozumiem, że miałam rację w tym, co pisałam w wyglądzie – Czarny Pan rzeczywiście w Twojej wersji jest człowiekiem, a nie Valdkiem bez nosa. Jednak kilka akapitów niżej mamy dziwny zwrot akcji, opisujesz to, jakie ma blade ręce, natomiast w kolejnych rozdziałach dopisujesz także, że nie jest człowiekiem – hm, w takim razie tutaj coś mi nie pasuje. A co najgorsze, brak opisów wyglądu bohaterów spowodował, że dosłownie przez dziesięć rozdziałów żyłam w błogiej nieświadomości, jak Voldemort naprawdę wygląda. Musiałam wrócić się specjalnie do pierwszych rozdziałów, aby sobie cokolwiek o tym przypomnieć. Tu właśnie pojawia się problem – opisy uczuć piszesz świetnie, naprawdę pochwalę, ale umyka Ci za to przedstawienie postaci, pomieszczeń, krajobrazów i otaczającego świata. Brakuje tego w wielu momentach, co należy do rzeczy, które trzeba jak najszybciej poprawić.
Bardzo spodobało mi się wspomnienie Belli za czasów szkolnych, kiedy to przyjaźniła się z jeszcze nie Voldemortem, ale Tomem Riddle'm. Dało się wyczuć tutaj prawdziwą magię Hogwartu. To był chyba najlepiej napisany fragment przez Ciebie, jeśli chodzi o pierwsze rozdziały – pomimo że był to krótki tekst, to jakże symboliczny i naprawdę ciekawy. Nie pogardziłabym podobnymi wspomnieniami w najbliższych rozdziałach, gdyż naprawdę wychodzą Ci one bardzo dobrze. I tu pojawia się problem – o wiele za szybko wprowadzasz czytelnika do wątku głównego, czyli miłości pomiędzy Bellatrix a Voldemortem. Już od pierwszego rozdziału wiemy, że coś jest na rzeczy, że będziemy mieli do czynienia z ich love story, ale naprawdę nie sądzisz, że za szybko to wprowadziłaś? W trzecim rozdziale już jasno stawiasz kropkę nad i; możemy także domyślać się przebiegu dalszej akcji. Co do jej ustalenia (a przynajmniej dla mnie) – było to dziecinnie prostym zadaniem i dlatego też resztę wpisów, aż do dziesiątego, czytałam raczej z przymusu oceniania, niż chęci dowiedzenia się, co się wydarzy. Nie chciałam się dowiedzieć, bo już w pewnym stopniu wiedziałam, co mnie czeka. Pierwszy rozdział był naprawdę OK – reszta mnie jednak zawiodła swoją przewidywalnością i monotonnością. Do tego w Twoim opowiadaniu dosłownie wszyscy zakochują się w Belli – mój lubiany w sadze Harry'ego Pottera Snape, Rudolf Lestrange, a także Voldemort. Plus nie będę liczyć sługusów Czarnego Pana, którzy wspominali o tym, jak Bella była ładna i pociągająca za czasów Hogwartu. Tak – nagle nasza zła Bellatrix, która zabija z uśmiechem na ustach i uwielbia torturować innych, ma dziesiątki adoratorów, a co najśmieszniejsze, gdy spada ze schodów zachowuje się tak, jakby miała właśnie umierać. No proszę, nie taką Lestrange pamiętam. To Twoje opowiadanie, Twoja wena, Twój pomysł, ale na razie sprawdza się na bardzo słabym poziomie. Sprawdza się na słabym poziomie teraz, gdy prezentujesz tak poniszczonych i zepsutych bohaterów książek J.K.K Rowling.
Oprócz wypisanych wyżej uwag, zabrakło mi (i to chyba najbardziej) prawdziwych Śmierciożerców. Takich, którzy z obojętnością wykonują polecenia swojego Pana, którzy rozbijają całe miasta tylko po to, aby stawiać na pierwszym miejscu czystą krew. Tacy, którzy naprawdę chcą zawładnąć światem (niby piszesz, że na pierwszym miejscu Valdka jest władza, ale jakoś tego do tej pory nie widać, aby do niej dążył).
Ostatnia uwaga techniczna – zabrakło czasu akcji. Stawiam, że odbywało się to w czasach jeszcze przed urodzeniem Harry'ego Pottera, a także Draco Malfoya (pisałaś, że jego rodzice nie wzięli jeszcze ślubu), ale zabrakło mi podania bardziej szczegółowej dany np. roku, miesiąca.
Jedyny fragment w tych dziesięciu wpisach, który mnie zachwycił, to ten: - Będę cię uczył - powiedział w końcu (...) On? Wielki czarnoksiężnik, nowy władca świata czarodziei? Miał ją uczyć. Mogłabym być najlepsza /pomyliły Ci się osoby tutaj/ (...) Nie śmiała zapytać, czego będzie jej nauczać, ale Lord Voldemort znowu podchwycił jej myśli. Pokręcił głową, przecież właśnie tego chciał. Chciał, żeby zawsze była blisko (...) - Zacznę od oklumencji, Bella (...) Ten fragment był na naprawdę wielki plus. Nie dość, że i ciekawie zapisany, to z pewną dawką humoru. :)
Aktualnie z wielkim zmęczeniem i niechęcią przechodzę do czytania dalszych rozdziałów. Oby to się zmieniło.

Rozdziały 11-20
Rozdział jedenasty, w moim mniemaniu oczywiście, był dość... ciężkim rozdziałem. Z trudem mi się go czytało, głównie przez to, że okazał się bardzo sztuczny, a akcje, jakie w nim zamieściłaś, trudne do wyobrażenia. Cała postać Belli, Lucjusz i jego nadzwyczaj nienaturalna miłość do Narcyzy, a do tego Syriusz i jego jakże żałosne teksty, które miały być najwyraźniej śmieszne, a także denerwujące – takie nie były. Voldemort, gdyby tylko chciał, zwołałby zebranie i wtedy ci wszyscy zdrajcy, za jakich uważa ich Crouch, musieliby się na nie wstawić. Problem z głowy. Poza tym dopiszę również to, że denerwuje mnie zachowanie samego Czarnego Pana – niby piszesz, że ma taką wielką władzę nad światem, ale nic takiego nie można odczuć po przeczytaniu tych jedenastych rozdziałów. Ciągle przewija się jeden jedyny wątek pomiędzy Bellą a Voldemortem, co już staje się irytujące, przynajmniej dla mnie.
Ha ha ha. Boże, naprawdę się śmieję! Czy tylko mi się wydaje, czy wątek w rozdziale dwunastym o śmierci zwykłych obywateli jakiegoś miasteczka z rąk Voldemorta, został napisany tylko po to, aby utrzymać, że nasz Voldzio jest taki władczy i silny? Jeśli miałaś taki zamiar, to nie uzyskał on zamierzanego efektu. To było po prostu śmieszne! A do tego to porównanie małej dziewczynki z wyglądem Bellatrix – no proszę, czy na każdym blogu ktoś musi używać tego wątku, aby dodać dramatyzmu opowiadaniu? Co i tak tego nie dodaje...
W Twoim opowiadaniu najbardziej brakuje mi tego jedynego prawdziwego czarnego charakteru. Jakiegoś bohatera, który odpowiadałby, w pewnym sensie oczywiście, Voldemortowi znanemu nam z książek J.K.K. Rowling. Takiego, który zburzyłby ten sielankowy nastrój ciągnący się od pierwszego rozdziału do teraz. Riddle nim nie jest, w ogóle nie można go porównywać do oryginalnego Toma, który zupełnie inaczej postrzegał świat, inaczej się w nim odnajdywał. Nie pasują do niego takie miłosne wątki, więc momentami po prostu aż z trudem czytam to, co napisałaś. Tak samo Snape – nie dochodzi do mnie wizja uśmiechającego się łobuzersko najstraszniejszego profesora w Hogwarcie. Chociaż wiem, że to są Twoje wizje tych postaci, Twoje opowiadanie i możesz nawet zrobić z Voldemorta kobietę, to jednak nie powiedziałabym, że te zabiegi są dobre – nie ma dosłownie żadnej wspólnej cechy pomiędzy Tomem Riddlem z Harry'ego Pottera a Twoim. Zero. Dlatego też to mija się ze stwierdzeniem, że piszesz o nim fanfik, skoro wykreowałaś zupełnie inną postać. Nową postać.
W rozdziale siedemnastym końcówka była na wielki plus, gdyż myślałam, że wreszcie odbędzie się te długo oczekiwane przeze mnie spotkanie Śmierciożerców. Ponieważ ich wątek bardzo lubię, a, jak wspominałam wyżej, brak u Ciebie tych czarnych charakterów jak i mrocznego nastroju w opowiadaniu, to ogromnie liczyłam, że takowe zebranie to nadrobi i wyrwiemy się z tego love story Belli oraz Toma. Niestety, niby dajesz czytelnikom do namysłu, że mogą tego oczekiwać, bo jak ciągle podkreślasz, Bellatrix ciągle odczuwa swędzenie Czarnego Znaku, jednak nic więcej się w tym kierunku nie dzieje. Co jest niemniej dziwne, gdyż, jeśli moja pamięć nie myli, Voldemort był skory do tego, aby ów zebranie wcielić w życie.
Rozdział dwudziesty (część i pierwsza, i druga) był sztuczny. Na drugi plan schodzi wesele Narcyzy i Lucjusza (przynajmniej wiadomo, że akcja opowiadania rozgrywa się jeszcze przed czasami Harry'ego Pottera), a pierwszy obejmuje próba wyznania miłości przez Voldemorta do Bellatrix. Zazdrosny Tom to dziwny Tom, przyznaję od razu, ale nie to mnie najbardziej zdziwiło – w jednej chwili piszesz o namiętnym pocałunku Rudolfa ze swoją narzeczoną, po czym kilka sekund później Bellatrix wyznaje swoją miłość Czarnemu Panu. Ach, zapomniałabym! Jeszcze kilkanaście sekund później obydwoje kochają się w pokoju Severusa, co oczywiście Bellatrix zaplanowała, bo wiedziała, że tam uniknie spotkania ze swoim narzeczonym. No jasne, a Snape również się domyślał losu ów pary, więc zaproponował picie alkoholu Rudolfowi w jego sypialni. Przez chwilę nawet przebiegła mi przez głowę myśl, że skoro połączyłaś już dwóch głównych bohaterów, to ta następna dwójka, Snape i Rudolf, mogliby się w sobie nawzajem zakochać – a uwierz, czytając fragment o wzajemnym pogrążaniu się w alkoholu w rozdziale dwudziestym części drugiej, można było tak wywnioskować. Powiem nawet, że to wcale najgorszy wątek by nie był – trochę kontrowersji by się w Twoim opowiadaniu przydało.
Podsumowując analizowane przeze wyżej rozdziały – za dużo sielanki, za mało mroczności i dramatyzmu, brak trzecioplanowych bohaterów.

Rozdziały 21-30 
Przyznam szczerze, że rozdziały od dwudziestego pierwszego do trzydziestego były o wiele lepsze, niż poprzednie. Nie zmieniły się opisy, dialogi czy wykonanie, ale za to poprawiła się znacznie fabuła. Poświęciłaś więcej czasu na drugoplanowych bohaterów, wreszcie nie są oni jedynie wyblakłym tłem. Snape wydawał się bardziej podobny do oryginalnego Snape z Harry'ego Pottera, co mi się bardziej spodobało od jego poprzedniej wersji w Twoim opowiadaniu. Również stał się przełom z Bellą, która, jak sama piszesz, chyba doszła wreszcie do wniosku, że zatraciła się w całkowitej miłości do Czarnego Pana, zapomniała, kim tak naprawdę jest. Gdy tylko przeczytałam ten fragment: Bellatrix z dziwną ulgą wpatrywała się w wijącego się mężczyznę. Ostatnio tyle czasu poświęciła na sprawy, którymi najmniej się interesuje. Ba! W ogóle nie poświęciła swojego czasu ideom śmierciożerców. Zatraciła się w cukierkowej miłości. Stała się oklepana i romantyczna, wiedziałam, że wreszcie znów wróci stara Bellatrix i nie będę miała powodów do narzekania, że rozdziały były nudne. Bo, o dziwo, dwudziesty trzeci rozdział wiele zmienił i to na lepsze! Te zmiany, jak i Snape'a, jak i u Black, bardzo mi się podobają. Mniej irytuje Rudolf, chyba w sumie pasuje do niego postać alkoholika.;) 
Za często w swoim opowiadaniu skupiasz się na spotkaniach Voldemorta z Bellatrix. Czasami mam wrażenie, że po prostu nie masz co zrobić z drugoplanowymi postaciami, dlatego też operujesz nieustannie głównymi bohaterami, co czasami jest dość dziwne, gdyż akcja z nimi jest co chwilę – przed spotkaniem Śmierciożerców, w trakcie spotkania, a nagle i potrzebny jest Czarny Pan nawet po spotkaniu. A kiedy ta Bella je? :D Myślę, że dobrze by było rozwinąć wątek innych bohaterów, a może i jakieś nowe postacie dołączyć – masz na to możliwości, gdyż dobrze je kreujesz i nie są oni jednolici, mają odmienne cechy. 
Nie rozumiem za bardzo tego fragmentu: Martwych ludzi. Wszyscy wyglądali na śpiących. Black uśmiechała się wariacko, przyglądając się swojemu dokonaniu. Zadawała sobie jedno pytanie – co ma zrobić teraz? Jej ciemna strona właśnie dała o sobie znać. Przez lata tłumiona, najpierw przez rodziców, potem przez siostrę, w końcu wyszła na wierzch w sposób spektakularny. Wychodzi na to, że Bellatrix już gdy tylko się urodziła była diabłem wrodzonym, wszystkich zabijała, po czym rodzice uśpili w niej tę cechę. Prawdopodobnie po ich śmierci to siostra, Narcyza, zadbała o to, aby Bella nadal była normalną dziewczyną, taką, jaką przed śmiercią swoich podopiecznych. Ciemna strona ujawniła się dopiero po kilku/kilkunastu latach służby u Voldemorta, gdy nagle poszła do miasta i pozabijała ludzi. Skąd w takim razie przypuszczenia już w pierwszych rozdziałach, że Bellatrix jest oddana swojemu panu, zrobiłaby dla niego wszystko, a także należy jej się bać, gdyż jest najgroźniejszą osobą z szeregów Śmierciożerców? Skoro ciemna strona była gdzieś w niej ukryta, to chyba nie za bardzo nadawała się na najwierniejszą służkę Czarnego Pana, skoro wiadomo, że do takiej posady trzeba być bezwzględnym, móc zabić bez mrugnięcia okiem. Tego Voldemort z pewnością oczekiwał. Albo popełniłaś jakiś błąd w trakcie tworzenia fabuły, albo po prostu zbyt dosadnie zapisałaś to, co chciałaś przekazać czytelnikom, i chodziło raczej o to, że Bellatrix nagle ujawniła swoją najgorszą stronę, gdzie jest szalona i nie panuje nad sobą. To by wiele zmieniało.
W przeciągu tych analizowanych przeze mnie rozdziałów dowiadujemy się także, że Narcyza jest w ciąży i spodziewa się potomka. Nie znamy dokładne czasu, w jakim odbywa się akcja Twojego czasu (co jest błędem!), jednak możemy się powoli go domyślać (jeśli faktycznie daty zgadzają się z oryginalną wersją Harry'ego Pottera). Draco Malfoy urodził się 5 czerwca 1980 roku. Biorąc pod uwagę, że ciąża Narcyzy trwałaby dziewięć miesięcy, to najnowsze wydarzenia odbywają się około września 1979 roku. To trochę dziwne, gdyż w rozdziale dziewiętnastym, gdy przytaczasz fragment z Proroka Codziennego, jest wtedy 27 kwietnia. No chyba że późniejsza akcja aż tak bardzo przeciągnęła się w czasie. Odczuć jednak tego się nie dało.
Ogółem jest o wiele lepiej niż na początku. Nie znajduję jakiś większych zmian w stylu pisania, doborze słów, jednak widzę, że fabuła o wiele lepiej trzyma się kupy i nie zanudza swoim cukierkowym nastrojem, którego nadal jest trochę za dużo. Przyznaję jednak, że przez te kilka ostatnich rozdziałów zaciekawiłaś mnie o wiele bardziej, niż w przypadku poprzednich wpisów, a także (nareszcie!) nie czytałam tego tylko z przymusu. Naprawdę mnie to w jakimś momencie zainteresowało, nie stało się to tylko nudną historyjką o miłości Voldka i Belli.;)

Podsumowanie:

Podsumowanie zrobię krótkie, nie mam co się rozpisywać, gdyż większość rzeczy zawarłam już wyżej. Powinnaś pamiętać o tym, żeby co jakiś czas wspomnieć w opowiadaniu, kiedy i gdzie dana akcja się rozgrywa (zwłaszcza chodzi mi o czas). Opisy uczuć są w Twoim wykonaniu naprawdę dobre, jednakże unikaj zbyt częstych przemyśleń Voldemorta na temat swojego związku z Bellatrix, gdyż stają się one powoli irytujące. Za dużo ich po prostu. Popracowałabym także nad opisami pomieszczeń, postaci, gdyż ich brakuje. To nic, że piszesz fanfik i możemy wyobrażać sobie Twoich bohaterów dzięki postaciom z filmu – opisy i tak powinny się znajdować w tekście. Wątków jest za mało, jak już zresztą wspominałam. Pomyślałabym na Twoim miejscu nad nowymi bohaterami. Styl i słownictwo jest naprawdę bardzo dobre, błędów również zbyt dużo nie ma, więc przyjemnie się czyta zapisany tekst. Dialogi są naturalne, jednakże powinnaś popracować nad ich poprawnym zapisem (patrz niżej na kategorię Błędy).
Ogólne odczucia. Nie wiem nawet sama, jak je nazwać. Po prostu, czytając Twoje opowiadanie, nie odczułam tej magii czarodziejskiego świata, jaką można poczuć, czytając książkę pani J.K.K.Rowling. Miałam natomiast uczucie, jakby w Twoim opowiadaniu głównymi bohaterami były zupełnie inne osoby, niż te znane nam z Haryy'ego Pottera. Jakby łączyło ich tylko imię i nazwisko oraz wygląd. Charaktery zupełnie odmienne. Zupełnie inni bohaterowie. A wydaje mi się, że nie to chciałaś osiągnąć. Zastanawiam się nawet nad tym, czy nawet nie lepiej byłoby, jakby to były inne postacie – no powiedźmy jakaś blondynka, która poznaje Voldemorta, postanawia dołączyć do rzeszy Śmierciożerców, a potem zakochuje się w Czarnym Panu. Niestety, jakoś trudno mi wyobrazić sobie Bellatrix w tych wszystkich sytuacjach opisywanych przez Ciebie w opowiadaniu. Ona po prostu jest całkowicie inna, żadnych cech nie posiada takich, jak jej pierwotna wersja.

Błędy (8,5/10)

Ocenie poddałam trzy wybrane losowo rozdziały.

1. Rozdział szósty

Tom czuł każdy skrawek drżącego, gorącego ciała Belli, jak szybko oddycha, zatacza się myślami.

Końcówkę zamieniłabym na: gorącego ciała Belli – to, jak szybko oddycha i jak zatacza się myślami.

Nieznacznie oświetlił, jak się okazało, niezbyt duże pomieszczenie, z jednym, wielkim łóżkiem i kominkiem, małym oknem i karłowatym stolikiem pośrodku.

Czerwone przecinki zbędne + powtórzenie spójnika i – radziłabym jedno z nich zamienić po prostu na oraz.

Podda się,a ona go zdobędzie.
Spacja po przecinku + zły zapis – chodziło, że ona się podda, a on ją zdobędzie.

(...)  ma zareagować na to, co wydarzyło się... Całkiem niedawno.

Zapisałabym po wielokropku słowa od małej litery.

Kątem oka spojrzał na zegarek, o tej porze zazwyczaj był tutaj jej narzeczony, zanudzając wszystkich obecnych dziwnymi, nieprawdziwymi opowieściami.

Pierwszy przecinek zamieniłabym na myślnik + końcówkę zamieniłabym na (...) zanudzając wszystkich obecnych dziwnymi, a także nieprawdziwymi opowieściami.

Dotychczas nieświadomy jej nadzwyczajnie wielkiej władzy, której nieświadomie tak często, zawsze używała.

Powtórzenie + albo wybierasz słowo często, albo zawsze; mają dwa różne znaczenia.

Był młody, szarmancki. I postanowił to zmienić.

Zapisałabym to raczej tak: Był młody, szarmancki... Postanowił to wreszcie zmienić.

Czuł... Coś więcej.

Po wielokropku od małej litery.

Czy powinna cokolwiek mówić? Albo po prostu brać to, co ma, co ofiaruje jej właśnie ten mężczyzna.

Drugie zdanie powinno zakańczać się znakiem pytającym, nie kropką.

Uśmiechnęła się do siebie, marzła.

Zamiast przecinka – kropka lub myślnik.

Miała na sobie przecież tylko w sukienkę z Bożonarodzeniowego Balu.

Bez w + Bożonarodzeniowego Balu od małej litery.

Nie czuła się zbyt komfortowo, teraz.

Słowo teraz jest tu zbędne...

Brutalnie zacisnął palce na jej nadgarstku. A ona zagryzła jedynie wargi (...)

Przecinek zamiast kropki.

A strach momentalnie wypłynął na powierzchnię, zdobiąc jak dotąd idealną twarz.
Wyrażenie jak dotąd oddzieliłabym z dwóch stron przecinkami.

Swoimi rękoma objął kruchą dłoń i usiadł na brzegu łóżka.

Zapisałabym słówko jej przed objął.

2. Rozdział siedemnasty

Taki czarodziej powinien w pełni oddać się przeznaczeniu, jakim jest obrona (...)
Bez przecinka.

(...) wyszeptał i delikatnie, raz jeszcze pocałował ją.

Przecinek po jeszcze.

Policzkiem wtulona była w ramię Rudolfa, on czuł na swojej wilgotnej skórze jej gorący oddech.

Zapisałabym to tak: Policzkiem wtulona była w ramię Rudolfa – ten natomiast czuł na swojej wilgotnej skórze jej gorący oddech.

Nie miał pojęcia, gdzie się znalazł, bo już zdążył zapomnieć, o którym miejscu pomyślał najpierw. Hogwart?

Troszkę to chaotycznie brzmi, więc zamieniłabym to tak: Nie miał pojęcia, gdzie się aktualnie znajduje – zdążył zapomnieć, o jakim miejscu pomyślał najpierw. Czyżby o Hogwarcie? 

Potrzebował, na chwilę, na już, na zawsze.
Bez pierwszego przecinka.

Dlaczego więc nie był w stanie zrobić kroku w przód, przez bezgranicznie czarną przepaść?

Zamiast przecinka to znak zapytania + po tym od dużej litery i zaczęłabym tak: Czyżby przez bezgranicznie czarną przepaść?

Nic więcej nie chciał (bez przecinka) i doskonale wiedział (...)

Tutaj chyba nie usunęłaś tego, co beta zapisała Ci do poprawienia w nawiasie. :)

Krótki (bez przecinka) albo i nie.

To samo, co wyżej.

Oczywiście, będę prze szczęśliwa, mogąc panu towarzyszyć (...)
         
Przeszczęśliwa.

3. Rozdział trzydziesty drugi

Każdy, drobny szczegół, każdy element działał perfekcyjnie, jak doskonała i niezawodna maszyna.
Czerwone przecinki do usunięcia.

Królową, całego świata. 

Bez przecinka.

Bała się, że może wszystko stracić, jego miłość przede wszystkim.
Drugi przecinek zamieniłabym w myślnik.

Odkąd pamiętała walczyła, nie tylko o czystość krwi i jej absolutną władzę ale i o jego serce.
Pierwszy przecinek usuń, dodał go natomiast przed ale.


I mimo, że cichy głosik w jej głowie usilnie wmawiał jej, że jeszcze go nie zdobyła, że jeszcze mnóstwo pracy przed nią ona wiedziała swoje.
Pierwszy przecinek zbędny + przecinek przed ona.


Mężczyzna westchnął, podszedł do niej i spojrzał na krajobraz.
Jaki krajobraz? Za oknem, czy nazwałaś krajobrazem to, co widział przed sobą, czyli Bellatrix?

Przerwał na chwilę i odsunął się od okna, żeby zająć jeden z foteli.
(...) Spytała i odwróciła się tyłem do okna
Powtórzenie.

Automatycznie rzuciła zaklęcie tarczy i warknęła w jego stronę wstając.
Przecinek przed wstając.

Powiedziała siląc się na obojętność. 
Przecinek przed siląc.

- Och pieprz się, Riddle. 
Przecinek po Och.

(...) traciła wtedy nad sobą całkowitą kontrolę ale nie dawał jej wyboru. 
Przecinek przed ale.

(...) w przeciwieństwie do Voldemorta który nawet jeden raz (...)
Przecinek przed który.
    
Kiedy torturowałaś tą dziewczynkę (...)
Tę dziewczynkę.

- Chcesz, żebym wyzbyła się wszelkich uczuć?   
Bez przecinka.

Podszedł do niej po drodze chwytając swoją różdżkę.
Przecinek przed po drodze.
 
(...) usiadła przy ścianie chowając twarz w dłoniach.
Przecinek przed chowając.


Wiedział, że bez względu na decyzję, jaką podejmie rodzina Potterów zginie. 
Przecinek przed zginie.

Potrzebował odpowiedzi, desperacko. 
Zmieniłabym na Desperacko potrzebował odpowiedzi.

Zgubił się a to wszystko (...)
Przecinek przed a.

Z drugiej strony – gdyby zdradził Voldemorta on by o tym wiedział, wiedziałby (...)
Przecinek przed on, powtórzenie.

Poczeka jeszcze jeden dzień. Jeden dzień i zdecyduje po której stronie stanąć.  
Zapisałabym to tak: Poczeka jeszcze jeden dzień i wtedy zdecyduje, po której stronie stanąć.

(...) dałby jej wszystko czego by potrzebowała. 
Przecinek przed czego.

Nie umiał dać jej wszystkiego na co zasługiwała.
Przecinek przed na.

Wyszeptał jej do ucha i dotknął jej ciepłych warg. 
Powtórzenie.

Za każdym razem, kiedy była obok czuł się tak ludzko. 
Przecinek przed czuł.

Jesteś cholernie podniecająca kochanie (...)
Przecinek przed kochanie.
 
Powiedział powoli wtulając twarz w jej rozczochrane i pachnące pomarańczami włosy.
Przecinek przed powoli.

Skinął głową a ona zniknęła prawdopodobnie w łazience. 
Przecinek przed a, prawdopodobnie i łazience.

(...) najbardziej do tego paskudnego Stworka, który o dziwo robił najlepsze tosty z topionym sercem na ziemi. 
Przecinek przed o dziwo i robił.

Nie wiedział nawet kiedy weszła do kuchni w spiętych włosach i długiej, czarnej sukni. 
Przecinek przed kiedy.

Brakowało jej tylko błyskotek i korony i byłaby najpiękniejszą królową na ziemi. 
Powtórzenie. Lepiej pasowałoby tu określenie najpiękniejszą kobietą.

I o dziwo jest przepyszna.
Przecinek przed o i jest.

Chcę sprawdzić twój umysł i chcę sprawdzić twoje umiejętności (...)
Zamiast i chcę sprawdzić napisałabym a także.

(...) kiedy widział że jej kubek powoli robi się pusty. 
Przecinek przed że.

Nie wiem, jak to zrobiłeś, bo od zawsze ciebie potrzebowałam ale teraz (...)
Przecinek przed ale.

Może jestem popieprzona ale jestem kobietą. 
To samo.

(...) słodkim dzieciaku które będzie naszym oczkiem w głowie. 
Przecinek przed które.

Wiedziała, że nic z jej kobiecych marzeń nie ma prawa bytu a mimo to pozwoliła sobie na nie. 
Przecinek przed a.

Chciała, żeby wiedział o tym bo miała ogromną nadzieję (...)
Przecinek przed bo.

Potrzebował czasu, a go nie miał. Wiedział doskonale, że nic, co z nim związane, nie ma prawa do szczęśliwej egzystencji.
Do wstawienia przecinki.


Podsumowanie:

Błędów, zważając na ilość tekstu, jest naprawdę mało – myślę, że większość to jedynie przeoczenia. Współpracujesz również z betą, więc mnie to niezbyt dziwi. :) Choć przyznaję, w trzecim ocenianym przeze mnie pod względem błędów wpisie, problemów z przecinkami było o wiele więcej. Nie rozumiem jedynie, czemu, zaczynając dialog, nie stosujesz myślników a dywizy – nie rozumiem, gdyż w reszcie tekstu są one poprawne. Poza tym czasami kłania się zły zapis dialogów (objaśnienie ich zapisu widać niżej), a także niestosowanie akapitów – powinny one mieć miejsce także podczas monologów lub rozmów postaci.
Kłania się po prostu więcej precyzji, ot co.

Myślnik

Dywizy (-) nie pełnią funkcji myślnika, czynią to natomiast: półpauza (–) i pauza (—). Myślnik występuje przed wypowiedzią bohatera, jak i po niej, czyli w tych dwóch miejscach:

- Zjeżdżaj stąd! - wycedził brunet - Błędny zapis.
Zjeżdżaj stąd! wycedził brunet. - Poprawny zapis.

Dialogi zapisuje się zawsze od nowego akapitu, o czym bardzo często zapominasz lub wcale tego nie stosujesz.

Poprawne zapisywanie dialogów

- Nie masz prawa decydować za mnie. - Powiedziała rozdrażniona.
– Nie masz prawa decydować za mnie – powiedziała rozdrażniona.

Jeśli po wypowiedzianym zdaniu przez daną osobę mamy słowa takie jak powiedziała, oznajmiła, mruknęła, krzyknęła, westchnęła (czyli odnoszące się do wypowiedzi) to piszemy je z małej litery i kończymy kropką. Przed myślnikiem kropki nie stawiamy.

- Jakoś niespecjalnie chce mi się z tobą rozmawiać - podparł się łokciami o stół.
– Jakoś niespecjalnie chce mi się z tobą rozmawiać. – Podparł się łokciami o stół.
 
Tutaj natomiast mamy dwa zdania: wypowiedź bohatera oraz to co on zrobił, będzie robił. W tym przypadku piszemy kropkę przed myślnikiem, a po nim słowa zaczynamy z dużej litery i kończymy kropką.

Ramki (2/7)

W ramkach widzę ogromny problem – jest ich po prostu za dużo! Spróbuję Ci je jakoś poukładać, posegregować, aby nadal wszystkie informacje z danych podstron się znajdowały, ale zajmowały mniej miejsca.
Hm, może tak?

Strona główna
O blogu - nie rozumiem, czemu określiłaś tę ramkę jako Ciemna strona miłości – taki tytuł nosi pierwsza księga Twojego opowiadania, ale nie blog. W tej ramce umieściłabym także trailer, gdyż on odnosi się do bloga, a i większość bloggerów wstawia go do ramki O blogu.
Spis treści - pod spisem rozdziałów z pierwszej księgi napisałabym po prostu Wyrwane z pamiętnika i dała link do tego fragmentu, który umieściłaś w osobnej podstronie.
Nagrody - tutaj jednocześnie umieściłabym Liebester Award i The Versatile.
Spam - radziłabym Ci także, aby oprócz spamu czytelnicy pisali tam też prośby o powiadomienia o nowych rozdziałach – zajmie to po prostu jedno ramkę zamiast dwóch. Informację o tym, aby chętni zgłaszali chęć powiadomień o nowych wpisach w tej ramce, napisałabym na stronie głównej na samym dole aktualności.

Zabrakło mi jedynie ramki o Tobie – autorce bloga. Myślę, że warto byłoby taką podstronę założyć.

Ramki Inspiracje oraz Szablony są według mnie zbędne i tylko stanowią zapychacz strony. Usunęłabym je. Natomiast jeśli chodzi o linki – w tej sytuacji sądzę, że lepiej byłoby, abyś wybrała pomiędzy Obserwowane (bez kropki!) a Linki. Nie ma sensu zajmować miejsca takimi samymi gadżetami. 

Co tu jeszcze... Ach! Krótka informacja od Ciebie po lewej stronie bloga powinna zostać umieszczona w dziale O blogu.

Na Twoim blogu panuje także problem z odtworzeniem ramek – aby je otworzyć trzeba kliknąć prawym przyciskiem myszki na nową kartę. Jest to pewien dyskomfort, a także i strata czasu z Twojej strony na to, aby prowadzić drugi blog z tymi samymi ramkami, gdyż owe nie chcą się otwierać na stronie, na której otwierać się powinny. Piszesz, że to wina blogspotu... hm, wątpię w to. Zazwyczaj, jeśli już takowe sytuacje się zdarzają, to trwają najwyżej kilka godzin i administracja stara się to naprawić. Myślę po prostu, że autor szablonu przez przypadkiem coś źle zrobił z kodami i taki o to wynik tej pomyłki następuje teraz. Na Twoim miejscu poradziłabym się albo osoby, u której szablon zamawiałaś (chyba że go sama robiłaś, tego nie wiem...), albo takiej, która się faktycznie na grafice zna. Naprawdę nie sądzę, aby była potrzeba pisania do administracji bloggera, skoro, być może, błąd nie występuje u nich, a w zapisie szablonu.

Dodatkowe punkty (0/3)

Nie dodaję/odejmuję żadnych punktów.

Suma punktów: 47 z 81 możliwych

Ocena: 3 (dostateczny)

Poleciłabym Ci skupić się nie tylko wyłącznie na tekście i błędach znajdujących się w nim, ale także nad całym blogiem, jego wyglądem – dużo punktów właśnie za to utraciłaś. Wykonanie dobre, pomysł na opowiadanie już niezbyt. Jednak życzę Ci rozwijania swoich umiejętności i weny do jego dalszego prowadzenia. Powodzenia, Bellatrix! :)

8 komentarzy:

  1. Klepię miejsce na komentarz. :")))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw, dziękuję za tak wyczerpującą opinię! Tego potrzebowałam, naprawdę. Że tak powiem, oblania lodowatą wodą w twarz. Bloga zaczęłam pisać, kiedy onet się popsuł, czyli 2012 rok. Byłam wtedy jeszcze mało doświadczona, że tak to ujmę, w blogowaniu. Pisałam tylko rpg na nk i blogaska o Luizie, córce Bellatrix (z której zrobiłam Mary Sue). Kiedy onet się popsuł, postanowiłam przenieść się na bloggera, którego tak wszyscy chwalili. Chciałam napisać Bellamort, zaczęłam pisać Bellamort, a nie miałam żadnego, skonkretyzowanego pomysłu. Ale od początku.
      Adres taki, a nie inny z prostej przyczyny. Ludzie nie chcieli czegoś, czego nie zapamiętają, jakiegoś wymyślnego adresu, który zaciekawiłby ich i sprawił, że z wywieszonym jęzorem będą wbiegać na bloga i w takim samym stanie go czytać. To było dwa lata temu – nie było tylu nastek, napalonych, nie było pragnących fejma gimbusów. Byli ludzie, którzy chcieli czytać! :> Adres miał być prosty, łatwy w zapamiętaniu i tym się kierowałam. Co do belki, znalazłam ją chyba na początku swojej drogi w czeluściach blogosfery. Nie wiem, czyjego jest autorstwa, ale na pewno poszukam, zwrócę na to uwagę.
      Szablon – zamówiony dwa lata temu i od tego czasu niezmieniony. Nie wiedziałam, że ludzie w ten sposób mogą go odbierać, wszyscy przecież pisali, że jest świetnie (dlatego zgłosiłam się po ocenę XD). Mimo, że kocham ten szablon, jest piękny, to chyba zamówię sobie nowy.
      Co do treści, jak wspomniałam, zaczynałam z pustymi rękami. Mój styl (tak sądzę) stopniowo się zmieniał. Sama to widzę, czytając pierwszy rozdział tutaj, na Bellamort, a czytając pierwszy na Atlasie Chmur (opublikowany bodajże w październiku 2014). Zrobiłam z Bellatrix… rozrywaną na wszystkie strony laleczkę, biedną, pokrzywdzoną, może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że Mary Sue. Wiem to! I dziękuję a zwrócenie mi uwagi. Nie wiedziałam jednak, że charaktery postaci aż tak zepsułam. Syriusza wepchałam… Bo wepchałam, naprawdę nie mam pojęcia po co. Barty miał mieć dłuższy wątek, ale zgubiłam go gdzieś po drodze i tyle. Voldemort? Starałam się zrobić z niego kawał chuja, ale efekty… widzisz sama. Wątek Narcyzy i Lucjusza? Miał być romantyczny. Miał być taki… no fajny, po prostu. Jedynie chyba Rudolf nie został zepsuty bardzo, w sumie o nim niewiele było w sadze (prawie nic, wszystko domysły i to, co mówiła Jo w wywiadach). Druga część rozdziałów, które twoim zdaniem są lepsze, były pisane (nie pamiętam, ale tak mi się zdaje) po mojej długiej przerwie w pisaniu (bodajże pół roku, chyba trochę więcej nawet). Mimo to, tak jak kiedyś kochałam tego bloga, był moim światełkiem, moją perełką, tak teraz… po prostu… nie tyle, że się wstydzę go, ale nie mam się czym chwalić i ja to wiem.
      Co do bety, już z nią nie współpracuję, bo porzuciła swoją działalność jako bety. Teoretycznie powinnam szukać nowej. Dialogi? Wiem, jak się zapisuje, teraz już wiem. Mimo to, dziękuję za wyjaśnienie! Przyda się, na pewno, bo są osoby, które często pytają o te „zasady”, a ja nie potrafię tego ładnie wyjaśnić. Przecinki zawsze były moją zmorą i są, dlatego na innych blogach bety mam.
      I naprawdę ramki tak przeszkadzają? Znaczy, to, że trzeba klikać tym przyciskiem itd. To na pewno nie mój błąd. Na początku działało perfekcyjnie. Po jakimś czasie się zepsuło, mimo, że linki są poprawne. Ale masz rację – nie wpadłam na to, żeby się kogoś doświadczonego w tych sprawach poradzić. Dziękuję! :”)

      Usuń
    2. I na koniec – właśnie takiej oceny się spodziewałam. Takiej oceny POTRZEBOWAŁAM. Nikt nie pisał mi, co robię źle, co się nie podoba. Raz ktoś upomniał mnie, że z Bellatrix robię seks bombę i postarałam się to zmienić. A tak? Wszyscy piszą, że jest świetnie, a ja wiem, że nie jest. Ty mi to pokazałaś. Wytknęłaś mi wszystko. Naprawdę jestem ci za to wdzięczna, za poświęcony czas, za ocenę, bo teraz wiem, że blog nie jest idealny. Zastanawiam się w sumie nad publikowaniem Bellamort od początku. Myślę, że to byłoby najlepsze rozwiązanie. Zaplanowanie fabuły dokładnie, wszystko ładnie zapisane. Oczywiście, mam te 37 rozdziałów, których nie porzuciłabym, publikowałabym dalej, ale jednocześnie publikowałabym poprawione, lepsze rozdziały. (Czy to zapisałam w sposób logiczny XD?)
      Więc, raz jeszcze dziękuję, za otwarcie mi oczu. Za poświęcony czas. Za wyczerpującą opinię. Dziękuję!

      Pozdrawiam, Bellatrix
      xx

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, że mogłam Ci dzięki tej ocenie pomóc. Widziałam właśnie dużą liczbę komentarzy na Twoim blogu, które były przesycone miłymi słówkami i uwielbieniem do Twojego dzieła. Krytyka czasem się jednak przydaje. ;) Z całego serca życzę Ci, abyś w przyszłości tworzyła coraz lepsze opowiadania, z których będziesz jeszcze bardziej zadowolona.
      Pozdrawiam, Alissa.

      Usuń
  2. Wiemy, jaki jest adres blogaska, bo przed chwilą go podałaś. Jeszcze lepiej wie to autorka bloga. Czemu traktujesz czytelników jak skończonych idiotów? A może po prostu zapychasz ocenkę, byle była dłuższa? (Ja pytam serio, bo nie mam zielonego pojęcia).
    No i matko - nie da się bardziej rozpisać na temat szablonu? Podejrzewam, że autorka opka wie, jak wygląda jej szablon, więc po co opisujesz, co jest na nagłówku, jakiego koloru są czcionki, takie tam? Trudno napisać, że jest przejrzyście i tyle, coś w tym stylu, przydzielić punkciki i nie marnować swojego i czytelników czasu?
    "Ocenię tylko wpisy do trzydziestego rozdziału, gdyż ostatnich siedmiu nie czytałam – wybacz, jednak i tak nie zmieniłyby one punktacji" - jeżeli ich nie czytałaś, skąd wiesz, że nie zmieniłyby one punktacji? O_O Idąc dalej, miałaś czas przeczytać trzydzieści rozdziałów, ale siedmiu już nie? Aha.
    "Zacznę może od tego, że naprawdę warto pisać prologi w swoich opowiadaniach." - czyli jak nie ma prologu, to jest passe i niezgodne z blogaskową modą?
    "Możemy go stawiać, gdy czytamy pierwszy rozdział, a nie wiemy, o czym w ogóle dany blog jest, a szablon nie zawsze to przedstawia. Prolog ma to właśnie nam ułatwić." - eee, a co, kiedy czytasz książkę, w której nie ma prologu, nie wiesz, o czym jest historia? Po to są opisy z tyłu książek, żeby wiedzieć, o czym jest tekst (poza tym można się też tego dowiedzieć, no wiesz, czytając więcej niż pierwszy akapit), a na blogaskach ludzie tworzą sobie podstrony czy tam zwiastuny. Wiesz w ogóle, jaką funkcję powinny spełniać prologi?
    "ale Tomem Riddle'm." - tak trudno sprawdzić, jak się odmienia nazwiska anglojęzyczne?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z góry przepraszam za błędy, jakie zapewne pojawią się w ocenie. Nie mam dzisiaj niestety czasu, aby ją dokładnie i na spokojnie jeszcze raz przeczytać.
    Dwa pierwsze zdania, a ja już fejspalmuję... Alisso, czy świat by się zawalił, gdybyś poczekała z publikacją do dnia następnego i dzięki temu miała czas na sprawdzenie oceny?

    Ona poświęciłaby swoje życie dla niego, on poświęciłby jej życie za swoje... – takie zdanie widnieje na belce. Na pewno jest ono mylące, gdyż jeśli ktoś szybko je przeczyta i dokładnie nie przeanalizuje, to wtedy wychodzi bardzo znany schemat: ona odda swoje życie za niego, on odda swoje za nią.
    Lol nope. Gdyby ciotka miała wąsy, to by była wujkiem. Wyobraź sobie, Alisso, że ludzie, także wtedy, gdy czytają w pośpiechu, używają mózgu i rozumieją czytany tekst.

    dane zdanie w cytacie jest Twojego autorstwa, czy też nie? Powinnaś gdzieś o tym napisać, nawet, jeśli to Ty je wymyśliłaś
    Google gryzie.

    w oryginalnej wersji większą część filmu przedstawia zły Valdek bez nosa
    To film przedstawia Voldemorta, nie Voldemort film. ;D

    gdy wyglądał jak człowiek, to są same retrospekcje (w których i tak był małym chłopcem).
    Voldemort wyglądał jak człowiek też jako młody mężczyzna, a jego przemiana to nie pstrykniecie palcami i ups, nos odpadł. ;D

    ułatwić sobie pisanie zmieniając jego pierwotny wygląd
    Oddzielający imiesłów przecinek przed zmieniając.

    Co to są bliskie sceny? ;D

    naturalnie byłoby wtedy, że wygodniej i szybciej przekonamy się do ludzkiego Riddla, niż do tego rodem wziętego z kanonu.
    Gramatyka zdechła w pierwszej części zdania. // Nazwisko tez jest źle odmienione.

    Całość szablonu jest w kolorach brązu
    Odcieniach.

    Szablon mnie więc i nie urzekł
    Po co to i?

    jeśli chodzi o Voldemorta i jego gwardię, zabijanie, tortury, śmierciożerców
    No popatrz, a ja myślałam, że śmierciożercy to właśnie gwardia Voldemorta, tymczasem ten cwaniak miał jeszcze jakaś inną. Całe życie w kłamstwie.

    Brąz po prostu, w tej dziedzinie oczywiście, nie spełnia zbyt dobrze swojej funkcji.
    Kompletnie nie jest mhroczny i tajemniczy i fokle z czym do ludzi.

    Nie dość, że i znajdują się po bokach strony
    Kolejne z-tyłka-wyjęte i.

    czy też po prostu zapis jakiś refleksji
    Zapisu.

    jednym wielkiego znakiem zapytania.
    Wielkim.

    nie byłyby wstanie popsuć mi nastroju
    W stanie.

    Musiałam wrócić się specjalnie do pierwszych rozdziałów
    Się jest zbędne.

    opisy uczuć piszesz świetnie
    Piszesz opisy. Tag.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo spodobało mi się wspomnienie Belli za czasów szkolnych, kiedy to przyjaźniła się z jeszcze nie Voldemortem, ale Tomem Riddle'm.
      Błędny Voldzio ostro kiblował, skoro chodził do szkoły z młodszą o dwadzieścia parę lat Bellatrix. <3 // Powtórz sobie odmianę obcojęzycznych nazwisk.

      wszyscy zakochują się w Belli – mój lubiany w sadze Harry'ego Pottera Snape
      Poza sagą znienawidzony. // Btw, Severus jest od Belli młodszy o 9 lat. Też chodził z nią do szkoły? :D

      na razie sprawdza się na bardzo słabym poziomie. Sprawdza się na słabym poziomie teraz
      Bezcelowe i bezsensowne powtórzenie.

      J.K.K Rowling
      A to drugie K to skrót od...?

      że i ciekawie zapisany
      Jeszcze jedno zbędne i.

      Kwik, co robi Syriusz wśród śmierciożerców?

      po przeczytaniu tych jedenastych rozdziałów.
      Jedenastu.

      czy wątek w rozdziale dwunastym o śmierci zwykłych obywateli jakiegoś miasteczka z rąk Voldemorta, został napisany tylko po to
      Albo bez przecinka przed został, albo trzeba dodać jeden przed o.

      Jeśli miałaś taki zamiar, to nie uzyskał on zamierzanego efektu.
      Ten zamiar nie uzyskał, tag.

      wreszcie odbędzie się te długo oczekiwane przeze mnie spotkanie Śmierciożerców.
      To.

      jak ciągle podkreślasz, Bellatrix ciągle odczuwa
      Powtórzenie.

      jeśli moja pamięć nie myli
      Jeśli mnie pamięć nie myli.

      aby ów zebranie wcielić w życie.
      również się domyślał losu ów pary
      Ów się odmienia!

      pierwszy obejmuje próba wyznania miłości przez Voldemorta do Bellatrix.
      Do jest zbedne. // Szyk: (...) pierwszy obejmuje próba wyznania Bellatrix miłości przez Voldemorta.

      następna dwójka, Snape i Rudolf, mogliby się w sobie nawzajem zakochać
      Kwiiik! Czy ty nie słyszysz, jak to kretyńsko brzmi?

      czytając fragment o wzajemnym pogrążaniu się w alkoholu
      Pogrążyć to się możesz w alkoholizmie, alkoholu możesz nadużywać.

      były o wiele lepsze, niż poprzednie.
      Bez przecinka.

      bardziej podobny do oryginalnego Snape z Harry'ego Pottera
      Nazwisko Snape się odmienia.

      Te zmiany, jak i Snape'a, jak i u Black
      Te zmiany, tak u Snape'a, jak i u Black (...).

      alkoholika.;)
      Uciekła spacja.

      a nagle i potrzebny jest Czarny Pan nawet po spotkaniu.
      Kolejne zbędne i.

      taką, jaką przed śmiercią swoich podopiecznych.
      Opiekunów, jeśli masz na myśli jej rodziców, bo to ona, jak sama nazwa wskazuje, pozostawała pod ich opieką, nie odwrotnie.

      zaciekawiłaś mnie o wiele bardziej, niż w przypadku poprzednich wpisów
      Bez przecinka.

      Belli.;)
      Omnomnom, dobra spacja.

      głównymi bohaterami były zupełnie inne osoby, niż te znane nam z Haryy'ego Pottera
      Bez przecinka. // Harry'ego.

      Zastanawiam się nawet nad tym, czy nawet nie lepiej byłoby
      Powtórzenie.

      no powiedźmy jakaś blondynka, która poznaje Voldemorta, postanawia dołączyć do rzeszy Śmierciożerców, a potem zakochuje się w Czarnym Panu. Niestety, jakoś trudno mi wyobrazić sobie Bellatrix w tych wszystkich sytuacjach opisywanych przez Ciebie w opowiadaniu.
      Natomiast Voldemorta możesz sobie w opisanych sytuacjach spokojnie wyobrazić. Nic a nic nie zgrzyta.

      Swoimi rękoma objął kruchą dłoń i usiadł na brzegu łóżka.
      Zapisałabym słówko jej przed objął

      Po, nie przed.

      Taki czarodziej powinien w pełni oddać się przeznaczeniu, jakim jest obrona (...)
      Bez przecinka.

      Z przecinkiem.

      (...) wyszeptał i delikatnie, raz jeszcze pocałował ją.
      Przecinek po jeszcze.

      Nie jest obowiązkowy.

      Odkąd pamiętała walczyła, nie tylko o czystość krwi i jej absolutną władzę ale i o jego serce.
      Pierwszy przecinek usuń, dodał go natomiast przed ale.

      Nie usuń, tylko przesuń przed walczyła. Drugi dodaj przed ale.

      Chcesz, żebym wyzbyła się wszelkich uczuć?
      Bez przecinka.

      Bzdura.

      Usuń
    2. Skinął głową a ona zniknęła prawdopodobnie w łazience.
      Przecinek przed a , prawdopodobnie i łazience.

      Czyli, twoim zadaniem, powinna zapisać to tak:
      Skinął głową, a ona zniknęła, prawdopodobnie w, łazience.
      Lol nope. Trzeci przecinek jest zbędny.

      (...) najbardziej do tego paskudnego Stworka, który o dziwo robił najlepsze tosty z topionym sercem na ziemi.
      Przecinek przed o dziwo i robił .

      Po pierwsze: Z CZYM? XD
      Po drugie: kto był mistrzem na wodzie?

      Nie wiedział nawet kiedy weszła do kuchni w spiętych włosach i długiej, czarnej sukni.
      Kuchnia w spiętych włosach?

      zajmie to po prostu jedno ramkę zamiast dwóch.
      Jedną.

      z odtworzeniem ramek – aby je otworzyć
      Odtworzenie =/= otwarcie. // Powtórzenie.

      taki o to wynik tej pomyłki następuje teraz.
      Oto.

      administracji bloggera
      Wielką literą: Bloggera.

      Poleciłabym Ci skupić się nie tylko wyłącznie na tekście
      Wyłącznie jest zbędne.

      Popraw też błędy w regułkach, które z lubością wklejasz do każdej oceny:

      z małej litery
      z dużej litery
      Małą/dużą literą.

      to co on zrobił
      Przecinek przed co.

      Usuń

Obserwatorzy